przewodnik po jadalnych kwiatach

Chyba pójdę w ślady mojego kota, który namiętnie obgryza mi lawendę na balkonie :)

 (Credit: All, Josh Williams)

znalezione na stronie świetnego magazynu: "Bon Appetit"!
więcej tu: http://www.bonappetit.com

najlepsze ciasto drożdżowe znalazłam na Pradze!

Jeśli ktoś jest takim "zbieraczem" i amatorem staroci jak ja - klimat "ZAJĄCA W KAPUŚCIE" na warszawskiej Pradze przypadnie mu do gustu... i będzie chciał tam wziąż przesiadywać.

Stara kamienica. Tysiące bibelotów, starych sprzętów i bardzo miła Pani. Klimat przypomina mi trochę włoskie knajpki rodzinne, gdzie poza jedzeniem można tez pogadać, pooglądać wieszane na ścianach różne ciekawostki, plakaty, zdjęcia i poznać historię tego miejsca.

Jest cudnie, rodzinnie i przede wszystkim PRAWDZIWIE.




A ciasto drożdżowe, które tam kupiłam to najlepsze jakie jadłam w życiu. Zapakowane w biały papier, pachnące... jak u babci.



Polecam!
https://www.facebook.com/zajacw.kapuscie

GRUZIŃSKIE WINA... czyli jak zdjęcia stały się nieostre



Gruzińskie winko najlepiej smakuje z lokalnymi piklami, tak jak w tej przemiłej knajpce w Sighnaghi. Uroczym miasteczku w Kachetii nieco przypominającej Toskanię. Miasteczko jest położone wysoko, skąd roztacza się cudny widok na daleki Kaukaz.

Tam też mogliśmy na festiwalu sera i wina, nie tylko popróbować, ale też zobaczyć jak powstaje wino.
Od wizyty w winnicy i własnoręczne zbieranie winogron po degustacje.





Potem mogło być już tylko lepiej... uświadomiono nam co to CZACZA domowej roboty. Chociaż słowo świadomość i Czacza w jednym zdaniu nie powinny być używane :)
Najprościej mówiąc Czacza to winiak, który powstaje z resztek winogron, pestek, które powstały w wyniku produkcji wina. O procentach nie wypada mówić.
Taką Czaczę prawie każdy pędzi tam w domu. My mieliśmy okazje być i degustować Czaczę u bardzo sympatycznego Pana, którego "pracownia" a zarazem spiżarnia wyglądała tak:


A gdzie wino było najlepsze?
Zdecydowanie w Tsinandali. I to wino chyba nadal pozostaje tym ulubionym gruzińskim!
Tam próbowaliśmy win nie tylko w podziemnych magazynach, ale też przechadzając sie z kieliszkiem w ręku po alejkach pięknego parku.


Największe wrażenie zrobiła na mnie winnica do której trafiliśmy przypadkiem.
Jeszcze zamknięta, przed sezonem, dopiero co przygotowana na wizyty turystów. Zawiózł nas tam kierowca, który twierdził, że nie pożałujemy. I było warto.
Z ciekawostek dotyczących kierowcy i jego starego opla vectry: dowiedzeliśmy się, że oszczędna jazda to w Gruzji znaczy coś więcej niż w Polsce. Ponieważ droga do winnicy była położona w terenie pagórkowatym Pan Kierowca za każdym razem kiedy się rozpędził po prostu wyłączał silnik. A my niemądrze przez pierwsze pół godziny uważaliśmy, że albo nagle auto zaczęło tak cicho jechać, albo jest tak zepsute, że samo się wyłącza co jakiś czas.

Dojechaliśmy!

Winnica Khareba to prawie 8km tuneli, w których przechowywane jest wino! Oprócz wyśmienitych win, klimat tej winnicy, z jej labiryntami i korytarzami jest nie do zapomnienia. No chyba, że ktoś zbyt długo degustuje :) My wyjechaliśmy zaopatrzeni w dwa winka: Saperavi i Mtsvane.





I na koniec winnica, z której wina można kupić w Polsce - Kindzmarauli
Wizyty w tej winnicy nie polecam osobom o słabej głowie :) Ponieważ tam degustacja każdego gatunku wina polega na wypiciu całego kieliszka nalanego prosto z wielkiej kadzi. Kiedy się ociągamy Pan, który nas oprowadza śpieszy z pomocą. Każe dopijać natychmiast bo w ręku trzyma już kolejne wyśmienite wino do skosztowania.
Wrażenia i zapach unoszący się w winnicy - bezcenne.


Z zapakowanymi 6 butelkami wina, wrócilismy do Polski. Teraz zostały już same butelki.
Ale pisząc to sączę sobie Kindzmarauli... kupione w Polsce, ale smak cudownie oddaje klimat Gruzji.


Moje ulubione? TSINANDALI i BADAGONI Kachetian Noble!

Let's get on plane & fly to SPAIN!

... a najlepiej do Barcelony na KREM KATALOŃSKI!




mmmmm... a do tego schłodzona CAVA albo białe winko!
Ten ze zdjęcia - najlepszy, zjedzony na Plaça Santa Maria w Barcelonie.

GRUZIŃSKA UCZTA ...KOLENDRA, CHINKALI I WINO!

Zaczynamy!

Na początek kraj, w którym, jak nigdzie indziej ucztuje się i przeżywa każdy posiłek! Gdzie przy stole prócz tysiąca domowych smakołyków, win pitych z rogów, zawsze jest gitara, tradycyjne przyśpiewki i oczywiście toasty! Toasty i zabawne i tak patetyczne, że łza się w oku kręci!

Po kilkugodzinnym biesiadowaniu, kiedy wino szumi już w głowie, kiedy każdy postanawia więcej sie tak nie objadać, nagle gospodyni idzie do ogródka, zrywa mięte i zalewa ją wrzątkiem. Podaje z miną lekarza, który właśnie ratuje komuś życie... pijemy... i...znów można od nowa jeść i pić!



 

...domowe pikle, chleb, ktory można jeść bez żadnych dodatków (wiele bochenków zjedliśmy w gruzińskich busikach przemieszczając się między wioskami), mięsa pieczone na ognisku (za podpałkę służą zdrewniałe części winorośli), omlety, warzywa prosto z ogródka...
... i wczechobecna kolendra! Jej zapach i smak najbardziej przywoluje wspomnienia z Gruzji!
Dodawana do mięc, warzyw, zup... wyczuwalna wlasciwie w kazdym daniu!

CHINKALI - gruziński specjał!
- całkiem nowe doznanie smakowe - oczywićcie przyprawione kolendrą!
 

Chinkali to pierożki/sakiewki z mięsem, które oprócz specyficznego smaku, wymagaja też specyficznego sposobu jedzenia.

Oczywiście rękami.

Zaczynamy od nadgryzienia i wyssania z pierożka "rosołku", potem dopiero możemy zjeść całość. Absolutnie nie jemy ich nożem i widelcem, bo wtedy ten pyszny kolendrowy płyn ze środka wyleje się na talerz - zamiast do naszego żółądka:). Nie możemy też zbyt długo zwlekać ze zjedzeniem CHINKALI, bo rosołek wsiąknie w ciasto. Jest jeszcze jedna ważna zasada, nie jemy końcówki pierożka, za którą trzymamy - tam ciasto zlepia pieróg i nie jest dogotowane.
Tyle zachodu, ale warto! :)

A gdzie zjeść najlepsze CHINKALI w Polsce?

W restauracji nazwanej od jednego z najczesciej używanych w Gruzji słów:
"GAUMARDŻOS" - "na zdrowie" wymawiane przy toastach.
http://www.gaumarjos.pl/ w Warszawie przy al.KEN 47
- cudne chinkali i chaczapuri a do tego wina i woda borjomi...OBŻARSTWO GWARANTOWANE!
po wizycie tam musiałam iść na bardzo długi spacer! :)

ps.
gruzińskie wina zasłużyły jednak na osobny post...już niebawem


3... 2... 1! START!

1. podróżuję 2. smakuję 3. gotuję...
a od teraz też bloguję dzieląc się z Wami wspomnieniami smakowymi!